DPD – finał

Mała wrzutka, bo w sumie należy się zakończenie. Lekki suplement do historii niedawno opisanej.

Wywód kończył się tym, że DPD, po wielokrotnym daniu dupy, dostarczyło przesyłkę uszkodzoną. Mocno uszkodzoną.

Alternatywa była taka. Albo zwracam przesyłkę do sprzedawcy, on mi zwraca kasę i się pierdoli z reklamacją. Albo zostawiam sobie sprzęt uszkodzony, wysyłam sprzedawcy wszystkie dane oraz zdjęcia i zobaczymy co dalej.

Jako że sprzęt działał (tylko nie wyglądał), a ja jestem leniwy, to wybrałem bramkę numer 2. Sprzedawca obiecał, że zajmie się sprawą natychmiast, a że miał już podobne przypadki uszkodzeń, powinno być ok.

Bo tak patrząc na chłodno. Estetą nie jestem, więc jakoś specjalnie nie zależy mi na tym, jak wygląda grzmot stojący na biurku w sypialni. Gdzie jak ktoś poza mną bywa, to już jest ciemno, a po paru minutach nawet i głośno. A taki sprawny sprzęt, jakby się go udało wyhaczyć za, powiedzmy, pół ceny, to już coś.

Spoiler. Udało się. A nawet za 1/3 ceny. Ale to trwało i ile przy tym nerwów i zawracania innym głowy…

Nie wdając się w szczegóły wyglądało to tak, że sprzedawca szybciutko złożył w DPD reklamację. DPD na to, że ok, ale ma bodajże 30 dni na jej rozpatrzenie. Sprzedawca na to do mnie, że zwykle jest szybciej. No to ja się przypominałem co kilka dni. I nagle Eureka. Jest stanowisko DPD. Uznali. Tak, rozjebali przesyłkę i się poczuwają do wypłaty odszkodowania. Wow.

Ja tam nie wiem co sprzedawca im konkretnie napisał i co tak dokładnie od nich chciał, ale oni odpisali, że nie zgadzają się z wyceną szkody i propozycją sprzedawcy. Bo to, tamto i nawet jeszcze trochę czegoś innego. W sumie to oni mogą uznać i zapłacić maksymalnie tyle i tyle. Mi oczy z orbit wypadły, bo pojawiła się kwota dwukrotnie wyższa od moich oczekiwań. Napisałem sprzedawcy, że z bólem serca i w ostateczności się zgadzam. Skłaniam się do przyjęcia czyli.

No i super, sprzedawca uznał, że tak trzeba żyć. Tylko, kurczaczki, na koncie jakoś nic się nie zmienia. To znaczy jest coraz mniej, bo jeść trzeba, a DPD nie zwraca. Sprzedawca napisał, a oni, że mają kolejne bodajże 30 dni. Sprzedawca na to, że tak właśnie, ale zwykle jest szybciej. Tia…

Na koniec końców sprzedawca mi przelał całą kwotę, o której pisało DPD. Uff, naprawdę wielki szacun dla niego, bo w sumie nie musiał aż tak się angażować. I mógłby też sobie coś potrącić za fatygę, a nie chciał. Dostał ode mnie fajne oceny w nagrodę.

Co zaś do samego DPD, to w końcu pozytywny sposób rozpatrzenia reklamacji nieco tylko złagodził ogólne fatalne wrażenie. Macie sporo do poprawy.

Dodaj komentarz