… czyli przypierdółka dziadersa o tym, jak dzieciaki biorą się za pisanie do gazet. I niestety nie tylko do gazet.
Jakoś tak ostatnio sporo zaczęto pisać o kosmosie. Bo jacyś miliarderzy sobie latają komercyjnie i trują nam atmosferę a przestrzeń okołoziemską zanieczyszczają czym popadnie, za pieniądze nisko opłacanych pracowników zresztą. Nie mam tu wyrobionego zdania. Z jednej strony to cholernie nieetyczne, ale z drugiej jednak jest to postęp i jakiś tam rozwój cywilizacji. Ale ten tekst nie o tym.
W poprzednim akapicie padło tajemnicze słowo „kosmos”. Nie jest to słowo polskie, ale jak najbardziej należy do języka polskiego i to od kilkuset lat. Oznacza „przestrzeń pozaziemską dostępną ludzkiemu doświadczeniu”. I wszystko jasne. Dlatego w języku Piasta i Rzepichy mamy i od lat używamy takie słowa jak kosmonauta, kosmonautyka, skafander kosmiczny, stacja kosmiczna, a nawet wspaniałe pismo „Kosmos dla dziewczynek”. Pierwszym kosmonautą był niejaki Jurij Gagarin, a nieco później stary Hermaszewski (Mirosław). No i na ch to drążyć?
A, niestety, trzeba. Bo dzisiaj za pisanie wzięli się millenialsi, którzy zamiast słownika języka polskiego używają google translate albo samodzielnie tłumaczą co tam na amerykańskich portalach (darmowych) znajdą. No i nie ma już kosmosu. Jest „astro”. Że jak? To na orbitę z Bajkonuru nie lata już kosmonauta tylko astronauta? O losie.
Wspominane „astro” w naszym narzeczu oznacza pierwszy człon wyrazów złożonych wskazujący na ich związek znaczeniowy z … ciałami niebieskimi. Czyli obiektami znajdującymi się poza Ziemią w przestrzeni wszechświata. Innymi planetami na przykład. Jest różnica z kosmosem, nie? Na rzecz kosmosu, który, w uproszczeniu, należy rozumieć jako wszechświat dostępny dla ludzi, a astro- jako niedostępny. Stąd np. astrologia, która zdecydowanie nie jest kosmologią. Dla tych, co w linki nie lubią: różnica jest taka jak między „wydaje mi się z kanapy patrząc” a „prowadzę badania naukowe”.
No nic. Przez lata utarło się, że Słowianie mają kosmonautów, a Anglosasi astronautów. I tak się pisze oraz mówi. Za to astronomia jest multi-kulti, bo to przedmiot akademicki i to od czasów piramid, niezależnie od tego, kto je w rzeczywistości zbudował i po co.
Jak puenta? Nie wiem. Ale jak ostatnio poszedłem z dziećmi na wystawę o Kosmosie (Cosmos Discovery!!!) i zobaczyłem na niej zdjęcie MH z podpisem „Pierwszy polski astronauta”, to się popłakałem. Od teraz Pan Sobiesław Zasada powinien być podpisywany jako kardrajwer i entepruner.