To jest skrót, którego często używam, bo jest super. Kiedyś tam wyjaśniałem co to znaczy i skąd się wzięło, ale może to powtórzyć jako typowy wpis – zapchajdziura.
Genezą tego terminu jest dość częste zjawisko polegające na tym, że ktoś zamieszcza w Internecie komentarz, dość specyficzny. WPOK to wpis, w którym nic nie ma. To znaczy często tekstu bywa nawet całkiem sporo, natomiast treści w ogóle. A przynajmniej treści kogokolwiek interesującej. Przy czym bynajmniej nie chodzi o to, że inni mają gdzieś to, co WPOK-owiec napisał, bo z innych jego wypowiedzi już wiadomo, że czytać nie warto. Chodzi o post czy komentarz, w którym autor rozpaczliwie stara się przekazać treści dla niego istotne. I tylko dla niego.
Typowy komentarz WPOK nie wnosi do dyskusji nic. Nie ma również żadnego wpływu na świat otaczający, nie przynosi żadnej istotnej wiedzy, nie dotyczy nikogo i niczego poza jego autorem. Nawet jeśli jest bardzo obszerny, to po jego lekturze pozostaje kompletna pustka i dręczące poczucie bezpowrotnie zmarnowanego czasu. Chociaż na szczęście komentarze WPOK da się zidentyfikować od razu, często już po pierwszym słowie, bo 98% takich postów zaczyna się od „ja” albo jakiejś wariacji typu „moim”, „jak dla mnie”, „uważam” itp. Ale nie jest to regułą i decydującym wyróżnikiem.
W początkach Internetu pisanie takich komentarzy było ostro piętnowane. Bo ich czytanie zabierało, poza czasem na lekturę, również transfer danych i czas na ściągnięcie tekstu przez analogowy modem. Dostęp do sieci był trudniejszy, to i internauci prezentowali nieco wyższy poziom.
W klasycznym WPOK nie wystarczy, żeby autor napisał coś o sobie, wyraził własne zdanie czy opowiedział jakąś kompletnie nieistotną dla innych historyjkę. Nie, on jeszcze musi dać wyraz swoim emocjom i okrasić wypowiedź własną opinią, zupełnie nieistotną dla czytelnika. Takim generalnym wyróżnikiem WPOK będzie obiektywna niemożliwość polemizowania z zaprezentowanym stanowiskiem. Nie chodzi o to, żeby zawsze ze wszystkim polemizować, tylko o ćwiczenie logiczne : )
Postaram się wymyślić jakieś przykłady.
Temat jakiegoś lepszego czy gorszego artykułu niech brzmi: „Czy lepiej wybrać zielone czy czerwone pomidory?”. Komentarz „Ja wolę zielone” będzie oczywiście idiotycznym śmieciem, ale nie będzie WPOK. Przepięknym WPOK byłby z kolei: „Zielone, bo czerwone jadła moja teściowa a to głupia baba jest”. Albo: „Ja wolę zielone bo po czerwonych mam słabe orgazmy”. No cuda. Można też krótko: „Ja w ogóle nie jadam czerwonych”. W tej perełce WPOKizmu nie mamy żadnego uzasadnienia, ale mamy pięknie dany, zupełnie nieistotny, wyraz męczarni intelektualnych autora, wyrażony króciutkim „w ogóle”. No klasyka gatunku. Aha. Nikczemna długość postu nie jest obowiązkowa. Komentarze WPOK mogą mieć wiele akapitów.
Oczywiście w opisanym przykładzie można, przy odrobinie wysiłku, pokusić się o podobny komentarz, który, mimo że obiektywnie dziadowski, to jednak WPOK nie będzie. Na przykład: „Ja wybieram zielone, bo kiedyś czytałem, że czerwone są chujowe, ale nie chce mi się teraz linku szukać”. Tu mamy na wstępie typowy, i to aż podwójny, WPOK (nieobowiązkowe „ja” i obowiązkowe emocje – „chujowe”), ale temu rzygowi (bo przecież nie postowi) towarzyszy w jakimś tam stopniu merytoryczna końcówka. No w każdym razie od biedy jest z czym polemizować („a ja czytałem co innego”), jakby jakiś wariat uznał, że warto.
Jak z tym walczyć? Innych nie pokonasz, ale może sam spróbuj nie być WPOK. To w sumie proste jest. Nie będę pisać o oczywistości, czyli poświęceniu 2 sekund na refleksję, w jaki sposób świat skorzysta na lekturze Twojego posta. Jeśli sam na to nie wpadłeś, to raczej nie masz szans. Postaram się przekazać cywilizacji dwa darmowe patenty.
Jeżeli już staramy się opisać jakąś własną historię, to są dwie metody, żeby wyszedł nam potencjalnie ciekawy wpis, a nie WPOK. Pierwszą metodą jest takie podanie historii, aby zawrzeć w niej jakieś elementy dydaktyczne czy przekazujące ogólnie przydatne informacje. Czyli nie piszemy: „Dostałem mandat, nie zrozumiałem za co, wyjebałem go do śmieci i chuj, dwa lata zleciały.”. Lepiej piszmy może jakoś tak.
Drugą metodą jest ubranie tej historii w jakąś humorystyczną formę, często urozmaiconą próbami włączenia do wypowiedzi jakichś ciekawostek czy mniej znanych pojęć. Czyli zamiast pisać: „Mój sąsiad chce malować ściany w śmietniku, kretyn jeden!”, spróbujmy może coś w tym stylu.
Oczywiście linkowane teksty nie zasługują na Nobla, Pulitzera czy inne Niobe (a może Nike, bogów greckich nie rozróżniam – żeby nie było WPOK dopiszę, że wiem, że jedna z nich jest rzymska). Możecie je zjechać od góry do dołu. Starałem się jednak w nich przekazać coś istotnego dla innych, Wy oceniacie (jak Wam się zachce) czy skutecznie.
I na koniec jeszcze przypomnienie, co to za skrót to całe WPOK. „Właśnie Pogoniłem Ogromne Kupiszcze”.
Nie bądźmy WPOK.
11 myśli na temat “WPOK”